The Mexican w Manufakturze – fajne żarcie i miła obsługa

Wczoraj były urodzinki mojej M. – i to całkiem okrągłe 😉 Postanowiliśmy zjeść urodzinowy obiad w Mexicanie w łódzkiej Manufakturze. Nie byłem tam całe wieki – pierwsza wizyta jeszcze za czasów kiedy o Manu nikt nawet nie myślał a jedyną Mexicaną w Łodzi była ta na Pietrynie. W południe padła propozycja od M. – może pójdziemy do meksykańskiego fast-fooda w postaci The Mexican? Szybka decyzja – to dobry pomysł.

Najpierw trzeba by znaleźć numer telefonu do nich – wujek google szybko namierzył linka. Stronka internetowa wieje starością i widać, że artretyzm ją dawno zjadł – szok, że knajpa sieciowa – a  taką jest The Mexican pozwala sobie na trzymanie takiego zabytku na serwerze (pamiętam takie projekty z podstawówki, a było to sporo latek temu 😉 )

Wracając do samej knajpy… Zadzwoniłem na podany na stronie numer telefonu, zamówiłem stolik na konkretną godzinę. Przy okazji rozmowy powiedziałem, że to urodzinowy obiad, Pani od razu zaproponowała dwie wersje uczczenia, ale o tym później.

Przyszliśmy na umówioną godzinę, stolik czekał już na nas. Profilaktycznie zamówiłem stolik wewnątrz, ale pogoda była naprawdę łaskawa w dniu wczorajszym, więc postanowiliśmy w miarę możliwości usiąść jednak na zewnątrz. Na szczęście to środek tygodnia, więc były jeszcze wolne miejsca. Szybko pojawił się przy nas kelner – położył na stoliku wizytówkę ze swoim imieniem, ładnie się przedstawił i podał menu.

Po przewertowaniu kilku stron karty dań prawie wiedzieliśmy co chcemy. Ciekawa rzecz – mają tam tzw. darmową dolewkę napojów(tylko sprite/cola/fanta). Darmowa dolewka jest w sumie dość uciążliwa bo dystrybutor napojów jest na piętrze przy kuchni, więc trzeba latać ze szklanką – jeśli chce się więcej napić. Taki „chłyt” marketingowy. Sławne schody rzeczywiście są pierońsko śliskie, więc tym bardziej odechciewa się latać po nich ze szklankami.

Z pomocą kelnera wybraliśmy przystawkę i danie główne, moja luba zamówiła sobie drinki – tym razem ja prowadzę 😉 Dość długo czekaliśmy na podanie potraw (mam cichą nadzieję, że szykują je na bieżąco i to było przyczyną). W końcu na naszym stole wylądowały przystawki:

The Mexican - przystawkiJa zamówiłem paluszki serowe, moja M. – panierowane kalmary. Na stole pojawiło się również naczynie z plasterkiem cytryny do obmycia rąk – fajny patent, szczególnie po jedzeniu kalmarów 😉

Przystawki były naprawdę bardzo smaczne – zaserwowały nam miły początek dalszej wieczerzy. Oczywiście do przystawek dostaliśmy zamówione napoje + drinka.

 

The Mexican - przystawkiJak skończyliśmy pałaszować to co widać na górnej fotce kelner zabrał brudne naczynia i po kilkunastu minutach podano dania główne. Dla mnie Fajitas, dla M. szaszłyk drobiowy. Obydwa dania podane na fikuśnych – kamionkowych naczyniach. Do Fajitas dostałem koszyczek z tortillami pszennymi i dowcipną ulotką jak się je przy pomocy placka tortilli…

The Mexcian - ulotka tortillaJak wiadomo meksykańskie żarcie jest pełne rożnych sosów i w tej materii knajpa dba o swoich Klientów – Kelner przyniósł jednorazowy śliniaczek 😉 Rozweseliło mnie to na maxa, z początku potraktowałem jako żart, ale szybko się przydał 😉 Pomysł genialny w swojej prostocie i zapewne uratował nie jedną męską koszulę w tej knajpie 😉

 

Przyszedł czas na dania główne – nie były jakoś super wielkie (jak np. w opisywanym przeze mnie Presto), ale wystarczające i sycące. Teraz – po dniu mogę powiedzieć że wszystko było świeże – brak skutków ubocznych 😉

Już prawie na sam koniec – po delikatnym  przypomnieniu, że moja M. ma dzisiaj urodzinki kelner puścił tylko oczko i zniknął na kilka  chwil – wrócił z całą ekipą ładnych pań ( w sumie to pewnie moja luba była mniej zadowolona ode mnie 😉 ), każda miała w ręku sztuczne ognie a M. dostała puchar ze słodkościami, zaś ekipa odśpiewała jej 100 lat. Ależ to było miłe – a zaskoczenie M. – bezcenne 😉 Słodkości niestety już nie zmieściliśmy, choć pomagałem jak mogłem.

Na koniec prośba o rachunek i dałem info o płatności kartą – Pan przyszedł z czytnikiem, transakcja szybka, bez zbędnego czekania. Oczywiście napiwek powędrował w gotówce (swoją drogą nie rozumiem buraków co nie dadzą miłej obsłudze chociaż kilku złotych napiwku).

Z ciekawych rzeczy – w trakcie jedzenia kelnerka rozpaliła pochodnie zlokalizowane wokół ogródka – bardzo fajnie to wyglądało i zachęcało do dalszej meksykańskiej biesiady.

Ogólnie wizytę w Mexican’ie będę wspominał bardzo pozytywnie, jedzenie bardzo smaczne, ceny całkiem OK a obsługa bardzo miła i pomocna. Polecam!

The Mexican - pochodnie 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Podboje podniebienia i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Komentarze

  1. Andrzej napisał(a):

    Tak, trzeba przyznać że ten Mexican w Manufakturze stał się lepszy od oryginału (Piotrkowska) . Może porcje nie są olbrzymie, ale ogólna jakość miejsca i potraw jest lepsza.